sobota, 21 listopada 2015

1. Pewien brunet koło czarnego porsche uważnie mi się przygląda. Jeśli dobrze kojarzę jest to Ian, kapitan drużyny futbolowej. 


Po raz kolejny słyszę jak moja ukochana współlokatorka uderza w drzwi od łazienki. Nie zwracając na nią najmniejszej uwagi kontynuuje nakładanie pudru na swoje policzki.
- Do jasnej cholery możesz wyjść z tej pieprzonej łazienki! – słyszę donośny krzyk. 
Odkładam pędzel na miejsce i wolnym krokiem idę w stronę wyjścia. Przekręcam zamek i otwieram drzwi. Przed nimi stoi cała czerwona ze złości blondynka.
-No na reszcie. – szepcze omijając mnie.
Udaje się do swojego pokoju. Staję przed szafą i zastanawiam się jakie buty dobrać do mojego dzisiejszego stroju. Mam na sobie jeansowe spodenki z wysokim stanem oraz białą, luźną koszulkę na krótki rękaw. Po chwili namysłu chwytam czarne trampki. Szybko zakładam je na swoje stopy. Podchodzę do lustra, aby zobaczyć efekt końcowy.
- Thomas rusz dupę Marcus na nas czeka!- krzyczę wychodząc na korytarz. Dziewczyna w pośpiechu opuszcza łazienkę. Patrzę na nią. Ubrana jest w białą bluzkę na długi rękaw i jeansowe spodenki, które podkreślają jej długie, zgrabne nogi. Blond włosy lekko opadają na jej chude ramiona. Na nogi zakłada wygodne adidasy.
- Idziemy?- pytam, biorąc granatową bluzę z kapturem i wychodzę  na klatkę schodową.

***

            Impreza z okazji końca roku szkolnego odbywa się w Brereton Heath Country Park. Wysiadając z samochodu brata Cary zauważam już wiele znajomych mi twarzy.
- Dobra dziewczyny proszę was tylko o jedno, nie chlejcie do nieprzytomności, bo nie będę was potem szukać po jakiś krzakach. Cały czas jestem pod telefonem, więc jak co dzwońcie. – oznajmia.
- Nie martw się braciszku, wszystko będzie pod kontrolą. – uspokaja go blondynka.
- Ta… Jak poprzednim razem. – mruczy pod nosem.
- Dobra koniec gadania, spadamy. – mówię dając brunetowi buziaka w policzek. Następnie chwytam Care za rękę i idziemy w stronę stolika z napojami.
- Za koniec roku szkolnego.- mówię biorąc do ręki czerwony kubeczek z alkoholem.
- Zdrowie! – równocześnie z Thomas wypijamy palącą ciecz.

            Razem ze znajomymi z klasy siedzimy wokół ogniska. Pieczemy pianki i wspominamy co działo się w tym roku. Jesteśmy lekko wstawieni, więc bawi nas prawie wszystko, przez co cały czas się śmiejemy.
- Rosie muszę siusiu. – szepcze mi do ucha Cara. Powoli i niechętnie wstaję z zimnej ziemi, chwytam przyjaciółkę pod rękę i chwiejnym krokiem udajemy się do toalet, nieco oddalonych od parku.
- Pilnuj mnie. – nakazuje wchodząc do ubikacji. Stoję opierając się placami o drzwi. Rozglądam się dookoła. Połowa mojej szkoły zebrała się na dzisiejszą imprezę w plenerze. Większość osób po prostu nie toleruję i bardzo się cieszę, że nie będę musiała widywać ich przez najbliższe dwa miesiące. Ten rok był dla mnie trudny, więc taki dwumiesięczny odpoczynek bardzo dobrze mi zrobi.
-Stary gdzie jest ten wyścig? – z zamyśleń wyrywa mnie głos jakiegoś chłopaka.
- Jakiś kilometr stąd. Tam za tym lasem. – kieruję swój wzrok na grupkę chłopaków, przechodzących koło mnie. Jeśli się nie mylę są to uczniowie z sąsiedniego collegu.
- Już! – krzyczy Cara. Odchodzę od drzwi, udostępniając jej wyjście. Nadal bacznie obserwuję chłopaków.
- Cara!- wołam blondynkę, która zdążyła się już ode mnie oddalić.
- Chodź. – chwytam ją za rękę.
- Jak dobrze pamiętam to przyszłyśmy z tamtej strony. – mówi nieco zdezorientowana.
- Mała zmiana planów. – odpowiadam tajemniczo.
- Słucham? – pyta niemrawo. Nic nie odpowiadam tylko ruszam za grupką chłopaków. Utrzymuję pomiędzy nami wystarczający dystans, ponieważ nie chcę, aby dowiedzieli się, że tak jakby ich śledzimy.

          Po przejściu dość długiego dystansu, pomiędzy drzewami zauważam jakieś światło. Przyśpieszam jednocześnie ciągnąc za sobą niezadowoloną Carę. Pierwsze co rzuca mi się w oczy to stara, pusta ulica. Po jej drugiej stronie znajduje się kolejny, tym razem większy las. Pierwszy raz jestem w tym miejscu. Po lewej stronie dostrzegam dwa, czarne samochody a dookoła nich dość sporą grupkę ludzi z rywalizującej z nami szkoły. Nie potrafię dostrzec ich twarzy, ponieważ jest ciemno, a jednym źródłem światła są tu reflektory aut.
- To te bufony z bractwa. – odzywa się Cara, kiedy podchodzimy bliżej.
Wszyscy śmieją się i gadają, zupełnie nas nie zauważając. W pewnym momencie podjeżdżają dwa samochody. Wychodzą z nich dość liczne grupki ludzi. Pewien brunet podchodzi do bagażnika srebrnego pojazdu i otwiera go.
- Teraz zaczynamy imprezę!- krzyczy trzymając w ręku butelkę z gorzką angielską wódką. W tym samym czasie jakaś brunetka chodzi i rozdaje czerwone kubeczki. Następnie chłopak polewa wszystkim alkohol.
- Za wakacje!- krzyczy nad wyraz pobudzony brunet.
- Za wakacje!- wszyscy podnoszą swoje kubeczki do góry a następnie całkowicie je opróżniają.
- Ej ludzie!- odzywa się jakiś napakowany koleś.- Na razie nie jesteśmy wstawieni…- robi przerwę.- Oprócz ciebie Tony.- zwraca się do chłopaka od alkoholu.- Dobra nie przedłużając urządzamy wyścig!- wybucha na koniec.
Kieruję swój wzrok na chłopaków opierających się o maski samochodów. Pewien brunet koło czarnego porsche uważnie mi się przygląda. Jeśli dobrze kojarzę jest to Ian, kapitan drużyny futbolowej. Na jego przystojnej twarzy pojawia się delikatny uśmiech. Natychmiast odwracam od niego wzrok.
Na środek drogi wychodzi jakaś blondynka. W ręku trzyma niebieską apaszkę.
-Gotowi? – pyta się. Ian i ten drugi koleś wchodzą do swoich „maszyn” Dziewczyna podnosi dłoń do góry. Chłopcy odpalają silniki, a widownia schodzi na bok. W momencie, kiedy blondynka opuszcza rękę, oni startują. Trwa to chwilę i już znikają z naszego pola widzenia. Wszyscy zebrani biegną w stronę, w którą odjechali. Razem z Carą stoimy w miejscu.
         Patrząc w stronę lasu zauważam jakąś postać. Wysoką, z budowy można wywnioskować, że to mężczyzna.
- Cara ktoś tam stoi.- odzywam się szeptem do dziewczyny, dyskretnie wskazując na postać.
Nagle jakby znikąd pojawia się czarny Land Rower z przyciemnianymi szybami. Jedzie bardzo powoli. Czuję jak Cara ściska poją dłoń.
- Powinnyśmy już iść. – mówi drżącym głosem. Samochód podjeżdża pod las. Tajemnicza postać wsiada do środka.
- Kto…- nie dane jest mi skończyć.
- Chodź!- rozkazuje Cara ciągnąc mnie za łokieć.